Łagodność po burzy

Po burzy nie zawsze trzeba od razu sprzątać, wystarczy najpierw sprawdzić, czy serce wróciło do domu.

Kiedy coś mocno przechodzi przez życie, zostawia po sobie nie tylko bałagan, ale i ciszę, w której trudno od razu być sprawnym.

Łagodność po burzy nie jest słabością.

Jest sposobem, w jaki człowiek nie dokłada sobie kolejnego grzmotu.

Po trudnym czasie łatwo oczekiwać od siebie szybkiego powrotu do normy.

Jakby wystarczyło zamknąć jedne drzwi i natychmiast móc otworzyć następne.

Tylko, że wewnętrzny świat nie działa jak przełącznik.

Potrzebuje czasu, żeby przestać nasłuchiwać zagrożenia.

Potrzebuje łagodności, zanim znów zaufa spokojowi.

Burza może minąć na zewnątrz, a w człowieku jeszcze długo zostaje jej echo, które nie zawsze jest logiczne.

Czasem pojawia się przy zwykłych czynnościach, przy dźwięku, zapachu albo zmęczeniu bez powodu i nie oznacza cofania się, lecz powolne dochodzenie do siebie.

Zranione miejsca często odzywają się, gdy wreszcie robi się bezpieczniej.

Łagodność nie polega na rezygnacji z życia, lecz na tym, że życie nie jest pchane kolanem do przodu.

Można sprzątać po burzy wolniej, z przerwami, bez udawania bohaterstwa.

Nie wszystko trzeba odbudować w jeden dzień, bo najważniejsze jest to, żeby odbudowa nie przypominała kolejnej walki.

Co wymaga delikatności wtedy, gdy największy hałas już minął?